105 dni lokalnego spektaklu bez widzów, czyli jak eroduje polski samorząd.
Ciąg dalszy felietonu z naszego profilu Facebook:
Ktoś się pewnie oburzy: “od razu zignorował!” A my twierdzimy – a właśnie że tak! Bo nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania, w szczególności ludzi na świeczniku władzy, w szczególności wykonujących swój mandat na przykład trzecią kadencję. Niewiedza nie tłumaczy ani radnych ze wspólnego koła Nasza Mała Ojczyzna, ani pana burmistrza, tolerującego przez ponad 3 miesiące fakt, że w jego władzach zasiada radna z własnego komitetu, by zwieńczyć to uroczystym wręczeniem bukietu pożegnalnego.
Bo w tej całej sytuacji należy pamiętać, że Miasto i Gmina Białobrzegi prowadzi swoje rachunki właśnie w Banku Spółdzielczym. Jednostki gminne zresztą także (uzupełnienie: to miejsce pracy pani radnej). To właśnie przez ten bank przepływają dziesiątki milionów złotych publicznych pieniędzy.
”A o co tu właściwie chodzi?” – być może zapytacie; już wyjaśniamy, najprościej jak potrafimy.
Przekładając suche paragrafy na prosty język: w polskim prawie samorządowym istnieje prosta zasada antykorupcyjna, mówiąca o tym, że radny nie może zarządzać firmą ani instytucją, która prowadzi interesy z wykorzystaniem majątku gminy. Powód jest prosty. Nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie i decydować o pieniądzach podatników przekazywanych spółce, w której sam zarabia pieniądze. A jak to wygląda w Białobrzegach?
Teoretycznie, na naszym białobrzeskim podwórku obowiązuje to prawo. W praktyce zasady te zostały pominięte, a radna Jeżowska oficjalnie zasiadła wygodnie w fotelu wiceprezes Banku Spółdzielczego, jednocześnie dzierżąc berło radnej. Przez 105 dni dodajmy. A wokół tego faktu niewytłumaczalna cisza.
Sprawdźmy zatem, chronologię tej układanki:
10 kwietnia 2026 r.: Kurz na miejscu po poprzedniej prezesce Banku Spółdzielczego jeszcze dobrze nie opadł, gdy Rada Nadzorcza banku podejmuje uchwałę nr 73/2026 i powołuje na wiceprezeskę radną Magdalenę Jeżowską. I tu jest ten moment, w którym radna mogłaby/powinna z przyzwoitości złożyć samodzielnie swój mandat, na przykład z początkiem maja.
4 maja 2026 r.: Radna Magdalena Jeżowska oficjalnie objęła stanowisko wiceprezeski Banku Spółdzielczego. Ten moment jest definitywny i w praktyce określa, kiedy jej mandat faktycznie wygasł.
Co robi nasza radna? Otóż przez kolejne miesiące pani Magdalena, nie mając do tego prawa, nadal dziarsko podnosi rękę, opiniuje uchwały i decyduje o naszych pieniądzach.
A Rada Gminy? Może oni się zorientowali? Nie. Tu zegar odmierza 30 dni, po upływie których rada miała bezwzględny ustawowy obowiązek podjęcia uchwały o wygaszeniu mandatu pani Jeżowskiej, jednak oni nadal beztrosko koegzystowali na wspólnych posiedzeniach.
4 czerwca 2026 r. mija bez echa, choć to termin ostateczny, w którym Radni powinni byli wygasić mandat pani Magdalenie.
No dobrze, to może burmistrz, zastępca, sekretarz? Nieee… oni nie wiedzą, kto zasiada w zarządzie instytucji, w której deponują publiczne miliony, którymi zarządzają?
Połowa lipca, senny, letni pejzaż, urzędnicy pilnują grafików urlopowych, tymczasem w tej leniwej atmosferze radna Jeżowska wykonuje nieśmiały manewr. Ni stąd, ni zowąd składa ona 18 lipca pismo o „dobrowolnym zrzeczeniu się mandatu z dniem 4 sierpnia”, podpierając się w tekście opinią prawną bankowego mecenasa.
Nie widzieliśmy tej opinii, więc trudno nam się odnieść do jej merytoryki. Szkoda tylko, że zrobiła to ponad dwa miesiące po faktycznym wygaśnięciu jej mandatu.
Przewodniczący Rady, pan Marcin Osowski, przyjmuje pismo ze stoickim spokojem i zgodnie z procedurami, skwapliwie wysyła ten dokument informacyjny do Komisarza Wyborczego w Radomiu. Jak to się mówi? “Strugać jarząbka?” – tak nam się jakoś nasunęło, zupełnie przypadkowo.
Z reporterskiego obowiązku odnotujmy dość ciekawą koincydencję: zaledwie kilka dni później, 24 lipca, w mediach branżowych rusza oficjalny konkurs na prezesa Banku Spółdzielczego, z terminem składania papierów ściśle do 4 sierpnia (!). Przypadek? Wakacyjny zbieg okoliczności? Zostawmy to czytelnikom.
24 lipca 2026 r. Komisarz Wyborczy w Radomiu, pismem DRD.774.7.2026, zrezygnowała z dyplomacji i wyłożyła radnym prawo na stół: rezygnacja radnej jest bezużyteczną musztardą po obiedzie, bo jej mandat rzeczywiście nie obowiązywał od 4 maja. Wygasł samoistnie ze względu na złamanie przez radną zakazu antykorupcyjnego. Rada Miasta i Gminy natomiast miała swój obowiązek podjąć uchwałę w tej sprawie w ciągu miesiąca.
Czy oficjalnie jest o tym mowa wprost? Otóż nie, narracja uzasadnienia uchwały nie wskazuje na nic nadzwyczajnego; kruczki siedzą za sprytnie schowanymi paragrafami i stwierdzeniem, że “powyższe stanowisko potwierdził Komisarz Wyborczy w Radomiu “. I to jest właśnie ta hipokryzja. Komisarz Wyborczy grozi palcem, a w naszej uchwale nazwano to “potwierdzeniem stanowiska”. 17 sierpnia podczas sesji rady Miasta i Gminy, po wymianie “uprzejmości” z Komisarzem Wyborczym, Rada Gminy nie miała już wielkiego pola manewru i ostatecznie uchwałę podejmuje uchylając już nieobowiązujący mandat Magdaleny Jeżowskiej.
Ale to nie koniec. To dopiero początek. Sedno tkwi w tym jak ją podjęto i jaką ekwilibrystyką proceduralną się wykazano, by z własnych zaniedbań administracyjnych i łamania przepisów antykorupcyjnych zrobić sukces. Ten spektakl zachwycił i nas. Stąd z zapartym tchem śledziliśmy przygotowany teatr z początku tej historii.
I tu wracamy do naszego przedstawienia podczas ostatniej sesji:
Naczelnik Wydziału Organizacyjnego, z pełną powagą odczytała uzasadnienie uchwały, skrupulatnie przypominając zgromadzonym, że w przypadku naruszenia przepisów „właściwym organem do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu jest rada gminy, która rozstrzyga w drodze uchwały w terminie miesiąca od wystąpienia przyczyny”.
Przemilczała jednak jeden drobny, acz kluczowy fakt: przyczyna wygaśnięcia mandatu powstała 4 maja 2026 roku, a rada obradowała nad tym w połowie sierpnia – dokładnie 105 dni później.
Następnie odbyły się uroczyste przemówienia radnej Jeżowskiej, przewodniczącego Osowskiego i jowialne podziękowania burmistrza Bolka. Nie będziemy ich tu cytować, bo każdy zapracowany mieszkaniec może je sobie odtworzyć tu: bialobrzegi.posiedzenia.pl (zakładka Archiwum – ok 59 minuty). Polecamy, ponieważ groteska osiąga tam całkiem satysfakcjonujący poziom.
Wystarczy powiedzieć, że to radosne przedstawienie z kwiatami miało przykryć fakt, że lokalna władza przez ponad trzy miesiące tolerowała naruszenie przepisów antykorupcyjnych w swoim własnym gronie Rady Miasta i Gminy.
Gdyby tego było mało, i ktoś poczułby niedosyt, podrzucamy kilka proceduralnych smaczków z tego procesu administracyjnego:
1. Radna, niebędąca radną, głosuje nad własnym odwołaniem.
Art. 25a ustawy o samorządzie gminnym kategorycznie zakazuje radnemu brania udziału w głosowaniu, jeżeli dotyczy ono jego interesu prawnego. Radna Jeżowska, bynajmniej nie debiutantka lecz także była Przewodnicząca Komisji Rewizyjnej, po raz kolejny zapisy ustawowe traktuje dość umownie i oddaje głos “wstrzymujący się” we własnej sprawie. Z prawnego punktu widzenia powinna była wyłączyć się z całego głosowania. Ale co to za różnica, skoro od maja do sierpnia, głosowała na posiedzeniach radnych?
2. Jakość prac legislacyjnych białobrzeskiego urzędu.
W nagłówku oficjalnego projektu uchwały z 4 sierpnia 2026 r. widnieje kuriozalny zapis: „Uchwała z dnia 4 sierpnia zatwierdzona przez BURMISTRZA MIASTA I GMINY BIAŁOBRZEGI (..)”. Dla niewtajemniczonych: Uchwały podejmuje wyłącznie Rada Miasta i Gminy. To ten organ jest organem uchwałodawczym. Burmistrz jako organ wykonawczy nie ma żadnych prawnych kompetencji do „zatwierdzania” uchwał organu stanowiącego. Czyżby ktoś przysypiał na lekcjach WOSu w podstawówce?
3. Błąd w podstawie prawnej omawianej uchwały.
Radni i gminni prawnicy, działając być może w pośpiechu, pomylili przepisy w tym najważniejszym dokumencie, przytaczając błędny artykuł Kodeksu wyborczego, a nadzór wojewody przyklepał tę prawną niedoróbkę bez mrugnięcia okiem, publikując ja w swoim Dzienniku. W czerwcu tego roku NIK opublikowała wyniki kontroli, w której wskazała na systemowe i organizacyjne problemy w funkcjonowaniu nadzoru wojewodów nad samorządami.
4. Na koniec szybki rzut oka na kalendarz wyborczy i zabawa w “co by było gdyby”.
Magdalena Jeżowska nie była szeregową radną z przypadku. Weszła do rady z listy KWW Nasza Mała Ojczyzna, czyli tego samego komitetu, co burmistrz Adam Bolek. Na jej ulotce wyborczej z resztą widniało oficjalne poparcie z podpisem samego włodarza.
Co by było gdyby Rada Miasta i Gminy wypełniła prawo i podjęła uchwałę w terminie, czyli na przełomie maja i czerwca?
Wtedy Wojewoda Mazowiecki zarządziłby wybory uzupełniające do Rady Miasta i Gminy Białobrzegi w okręgu nr 4, w samym środku okresu urlopowego. Wybory w tym terminie, to koszmar dla obozu rządzącego. Czy niska frekwencja i trudność w mobilizacji wyborców stwarzałyby ryzyko, że mandat w okręgu nr 4 może trafić w ręce kogoś przypadkowego? Co gorsza, spoza kręgu zdyscyplinowanych radnych Naszej Małej Ojczyzny.
A co mamy? Fasadowe zrealizowanie procedury uchylenia mandatu radnej aż do połowy sierpnia sprawiło, że proces formalny uległ przesunięciu, a zapleczu burmistrza pozwoliła zyskać cenne miesiące na przygotowanie zastępcy z grona „Naszej Małej Ojczyzny”. Zarządzenie Wojewody Mazowieckiego z 4 września 2026 r., poz. 8526, wyznaczyło termin wyborów uzupełniających na 15 listopada 2026 r.
Teatr z kwiatami i grawertonem się skończył, ale prawdziwa gra o Waszą reprezentację w samorządzie właśnie się zaczyna. Kalendarz wyborczy ogłoszony przez Wojewodę Mazowieckiego narzuca następujące tempo:
21 września 2026 r. mija termin na zawiadomienie Komisarza Wyborczego w Radomiu II o utworzeniu komitetów wyborczych, a 12 października 2026 r., do godz. 16:00 upływa ostateczny termin zgłaszania list kandydatów na radnego w Miejskiej Komisji Wyborczej!
Niedziela, 15 listopada 2026 r. to dzień głosowania. Czas płynie nieubłaganie. Czy znajdzie się ktoś niezależny, ktoś kto postara się nie oddać walkowerem intratnego miejsca w ławach Rady miasta i Gminy Białobrzegi?
Jawność, praworządność i szacunek dla mieszkańców oraz ich umiejętności w czytaniu dat w kalendarzu to nie jest łaska radnych czy uprzejmość burmistrza, lecz sprawa każdego z nas.
Erozja standardów samorządowych nie zaczyna się od wielkich afer. Zaczyna się od małych spraw, których nikt poza lokalną społecznością nie zauważy. Od jednego niewykonanego obowiązku. Jednego przekroczonego terminu. Jednej uchwały podjętej po czasie. Jednego „nic się przecież nie stało”.
A potem przychodzi dzień, w którym mieszkańcy słyszą, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurą.
Tylko, że procedura wykonana po 105 dniach nie cofa 105 dni.