Wszystkie

No alerts found.

Niebezpieczne odpady w Białobrzegach – epilog

Niebezpieczne odpady w Białobrzegach – epilog
Wstecz

Niebezpieczne odpady w Białobrzegach – epilog

4 marca 2026

Dzisiaj, czwartego marca, po prawie siedmiu latach, toksyczne odpady są zabierane do utylizacji.

Przetarg wygrała firma MO-BRUK S.A. proponując 561 600 złotych. My odczuwamy ulgę, że w końcu ten niepokojący stan rzeczy dobiega końca. Jednocześnie chcielibyśmy w tym momencie zwrócić Wam – czytelnikom i obserwującym – uwagę na smutny i chyba pomijany w debacie publicznej aspekt całej sprawy.

Zaczynamy

Wrzesień 2024 – Dolny Śląsk pod wodą. Tysiące ludzi straciło dorobek życia w ciągu kilku godzin. Nikt wtedy nikogo nie sprawdzał czy powodzianie mieli ubezpieczenie. Nikt nie mówił „to ich prywatna własność, niech właściciel sam się tym zajmie”, ” przecież wiedzieli gdzie się budują”. Nie.

Wtedy gminy, wojsko, sąsiedzi, wolontariusze z całej Polski – wszyscy ruszyli pomagać.

Tak działa wspólnota. Rozpoznaje katastrofę niezależnie na nieszczęście społeczności i reaguje.

Ale co się dzieje, gdy przestępcy nielegalnie, pod osłoną nocy, podstępem zwożą toksyczne odpady na czyjąś nieruchomość? Nagle słyszymy: „to jego/ich problem, niech idzie/idą do sądu.”

Zatrzymajmy się przy tym przez chwilę.

Właściciele działki nie zaprosili tych odpadów. Nie zrobili na nich interesu. Oni stracili w efekcie przestępstwa dostęp do swojej nieruchomości – tak jak powodzianie stracili dach nad głową. Różnica? Ich krzywda jest mniej fotogeniczna – przedsiębiorca przecież „sobie poradzi”.

Pojawiają się argumenty typu: „Jak gmina zapłaci za utylizację, to każdy będzie przyjmował ścieki na działkę.” To chwytliwe – ale tylko na pierwszy rzut oka. Przyjmowanie odpadów od przestępców nie jest żadnym „złotym interesem”. To potencjalne zniszczenie własnego gruntu, walka z organami ścigania i lata problemów prawnych, a finalnie ogromne koszty do poniesienia.

Bez wsparcia, bez pomocy ze strony wspólnoty, pod złym okiem sąsiadów i surowym osądem współmieszkańców. Nikt przy zdrowych zmysłach tego nie chce.

A my zadajemy sobie pytanie i zachęcamy Was do tego samego: Gdzie przez prawie siedem lat była wspólnota w której wybieramy reprezentantów w postaci radnych i burmistrza?

Toksyczne substancje nie znają granic działek. Wnikają w glebę i wody gruntowe oddziałując na całą okolicę. Kiedy gmina usuwa takie odpady, nie robi przysługi jednemu właścicielowi. Działa dla dobra i bezpieczeństwa wspólnego.

Odpady niebezpieczne są skrajnością, ale codziennością są sytuacje podrzucania opon, gruzu czy materiałów budowlanych na prywatne działki z dala od zabudowań. Te historie kończą się zwykle tak samo – właściciel, ofiara cudzego bezprawia, sam płaci za uprzątnięcie, sam traci czas i nerwy, sam walczy z wiatrakami.

Solidarność lokalna to nie tylko zbiórki pieniędzy i przysłowiowe worki z piaskiem przy wezbranej rzece.

To też umiejętność zobaczenia sąsiada w tarapatach. Mamy nadzieję, że jako wspólnota tę lekcję zapamiętamy.

Przeczytaj również